piątek, 3 maja 2013

LOKÓWKA

Gdybym miała opisać najsilniejszą osobę na świecie, gdybym miała opisać najmocniejszą z mocnych i najpiękniejszą z pięknych, to nie wahałabym się użyć jej imienia.
Wyjątkowa i nieporównywalna. Po prostu ona - miękka i chłonna jak gąbka, a jednocześnie twarda jak z tytanu.
Na Dąs wpadła przypadkiem w KULCE, gdy ta rozpaczliwie szukała przyjaciółki i LOKÓWKA zgodziła się nią zostać. Zgodziła się z nią śmiać i pić, a czasem nawet płakać. Zgodziła się słuchać, oceniać i krytykować. Nikt nigdy nie powiedział Dąs tyle prawdy, co LO. Nikt nigdy nie wysłuchał i nie zrozumiał tyle co LO. LOKÓWKA nie kłamała i nie bała się mówić tego, co myśli. Chociaż wiedziała, że czasami mogło zaboleć. Była mądra i zdolna ponad przeciętność. Kochała fotografować maleńkim aparatem, z którego wyskakiwały malutkie zdjęcia. Dąs uwielbiała je oglądać. Pochodziły zazwyczaj z odległych zakątków globu, których Panna Dąs zapewne nigdy na żywo nie zobaczy, wiec zachłannie chłonęła każdy szczegół poszczególnych fotografii.
LOKÓWKA często podróżowała. Była tu i tam, a nawet jeszcze dalej. Teraz była właśnie dalej i Pannie Dąs trochę jej brakowało. Rozumiała, że dalej jest lepiej ale miała nadzieję, że jej LO jeszcze do SYRENIEGO MIASTA wróci.
LOKÓWCE w wyglądzie nie brakowało niczego. Długie, gęste, ciemne loki spinała zawsze w nienaganny koczek na szczycie zgrabnej główki. Oczy miała duże i okrągłe w kolorze kanadyjskiego nieba, a cery pozazdrościć mogła jej niejedna modelka z RYBIEGO JĘKU. Kiedy słyszała odpowiednią muzykę, zginała ręce w łokciach i rytmicznie podskakiwała, szczerząc białe zęby z niewielką przerwą w górnym łuku.
 LOKÓWKA była stylowa i elegancka. Swoje stroje zestawiała często z ubrań i dodatków zdobytych na pchlich targach za bezcen. Były więc oryginalne i nie do podrobienia. Sukienka w jaskółki, chusteczka w wisienki, złoty zegarek albo okulary w panterkowy wzór. Cudo. Dąs często spod rzęs przyglądała się jej z podziwem, zastanawiając się, czy sama kiedyś tak będzie wyglądała.
LOKÓWKA była zawsze uśmiechnięta i gotowa do zabawy. Nigdy natomiast nie smuciła się w towarzystwie. Swoje problemy zamykała gdzieś głęboko w sobie. Panna Dąs trochę jej tego zazdrościła, bo sama chodziła wiecznie nadąsana i żaliła się komu popadnie. Sztuką jest żyć z uśmiechem na twarzy, pomimo poniesionych strat, lęków i niepokoju. Dąs podziwiała LO, która w tej kwestii była dla niej niedoścignionym wzorem.
LOKÓWKA uwielbiała wyczarowywać pyszne potrawy, które zawsze były zdrowe i nie pozwalały przybierać na wadze. Wiedziała jak zestawiać ze sobą produkty, żeby w ciele nie rozwinęła się podstępna tkanka tłuszczowa. To był po prostu majstersztyk. Jeść do woli i nie tyć.
LOKÓWKA była istotą, która naprawdę wnosiła radość i zapomnienie w życie Dąs. Bez niej było trochę samotnie i pusto.
Gdybym więc miała wskazać kogoś, z kim chciałabym rechotać przez pół dzisiejszego wieczoru a potem zwiedzać zaklęte rewiry SYRENIEGO MIASTA, gdybym miała wskazać kogoś, z kim mogłabym płakać i wzruszać się bez powodu, kogoś z kim chciałabym konie kraść i patrzeć na Niagarę a potem pić tequilę do białego rana i nie pamiętać, co się w międzyczasie działo, to bez wahania wskazuję LO.

4 komentarze:

  1. nienaganne :) porechotalbym do bialego rana...zaczynam tesknic za dici

    OdpowiedzUsuń
  2. Dopiero zaczynasz? Ja już od dawna tęsknię! Ah jakże bym poszłabym z wami w dziki pląs do białego rana gdzięś w tajemniczych zakątkach syreniego miasta :D

    OdpowiedzUsuń